Poniedziałek, 18 grudnia 2017r. Bogusława, Gracjana, Laury
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Kobieta torpeda. Anna Komorowska.

Bito ją pałkami, zaliczała setki upadków, miała wyrywane włosy, liczne siniaki, które nie schodziły tygodniami. Miała złamany kręgosłup i była zabijana wielokrotnie. Uczestniczka „Mam talent”, akrobatka i gimnastyczka, prostytutka… w serialu! Wciąż tancerka na szarfach na wysokości. Ale kim naprawdę jest kaskaderka?

AK. Czyli ostra na ekranie kaskaderka Anna Komorowska. Mierzy raptem 160 cm, jest drobna, a wykonuje ewolucje jak potężny facet. Po poważnym wypadku w 2010 roku, kiedy złamała kręgosłup na planie filmowym, lekarz powiedział jej, że stanie na nogach najwcześniej za dwa lata. Ale Ania na przekór, już parę miesięcy później szalała w pracy. Złamany kręgosłup nie złamał jej woli walki. Ma siłę psychiczną kilku osób, choć chyba sama nie zdaje sobie z tego sprawy, ponieważ jest bardzo skromna.

Na co dzień bije od niej ciepło i serdeczność, dlatego trudno mi uwierzyć, że to ona na ekranie, gdy widzę ostre i niebezpieczne sceny.
 Grała w takich filmach jak m.in. „Pianista” Romana Polańskiego (jej debiut),  „Rezerwat”, „Jak się pozbyć cellulitu”, „Moja wielka mała miłość”, „Wojna polsko-ruska”, „Świadek koronny”, „Wojna męsko-żeńska” i serialach, a wśród nich  „Odwróceni”, „Pittbull”, „Czas honoru”. Skromna i urocza, a do tego diabelnie zdolna – taka wybuchowa mieszanka w postaci jednej małej kobietki.

Specjalistka od wszystkiego


Anna Komorowska jest jedną z dwóch licencjonowanych „stuntwomen” w Polsce, reszta to specjaliści od konkretnych zadań. Ania to specjalistka od wszystkiego. Nigdy nie odmówiła żadnej propozycji kaskaderskiej. Spróbowała niemalże wszystkiego, co da się zobaczyć na ekranie. Ma całkiem spory  dorobek filmowy, jednak na polskim rynku nie ma w tej branży dużego zapotrzebowania na kobiety - kaskaderki. Poza tym można być dobrym sportowcem, ale nie odnaleźć się na planie filmowym – trzeba mieć predyspozycje aktorskie. Scena bicia jest zawsze sadystyczna, a do tego trzeba umieć ją zagrać tak, żeby wyglądała na bardzo brutalną.


- Z kaskaderki trudno się utrzymać. Dlatego chcę poszerzać wachlarz moich umiejętności - przyznaje Ania, po czym dodaje: - Mówi się o nas, że jesteśmy wariatkami, świruskami. Gdyby tak było, szybko byśmy się pozabijały. Tylko ludzie bez wyobraźni nie czują strachu. Cała sztuka polega na tym, by potrafić ten lęk kontrolować.   
   

A ponieważ Ania nowych wyzwań się nie boi, w 2012 roku postanawia zadebiutować na ekranie jako prostytutka w serialu „Galeria”. I tu się okazuje, że kolejny talent polska stuntwoman posiada.


- Reżyser Łukasz Palkowski zadzwonił do mnie i zapytał, czy nie chcę zagrać w serialu "Galeria". Potrzebowali tam takiej ruchliwej, ekspresyjnej dziewczyny, która wcieli się rolę prostytutki, Hanki.


Nasza kaskaderka zagra każdą powierzoną jej rolę. Począwszy od kobiety lekkich obyczajów po małego chłopca, jak to miało miejsce w „Rezerwacie”, gdzie ginie (jako chłopiec, oczywiście).
 I choć Ania tak często umiera na ekranie, w prawdziwym życiu nie da tak łatwo za wygraną…



Twardzielka 

Praca kaskaderki to nie jest zajęcie dla każdego sprawnego człowieka, bo trzeba jeszcze mieć twardą psychikę, ponieważ najgorszym wrogiem podczas niebezpiecznych scen jest strach. W momencie, gdy ktoś wpada w panikę, to już jest koniec – utrata koncentracji i scena nie wychodzi, a kaskader traci zdrowie.

W filmie „IXJANA. Z piekła rodem” braci Skolimowskich, Komorowska grała kobietę, która chciała popełnić samobójstwo skacząc z trakcji kolejowej. W rezultacie wypadek faktycznie o mało nie skończył się śmiercią - Ania skoczyła z wysokości dziesięciu metrów na poduszkę, która okazała się zbyt twarda… 
Plecy wygięte w drugą stronę, brak czucia w nogach, potworny ból wnętrzności. Strach, że skończy na wózku.Trafiła do szpitala.

Lekarz powiedział jej: „Może za dwa lata będzie mogła pani spacerować po parku”. Koniec pasji, koniec marzeń. Życie, którym żyła, miało przestać istnieć. Jednak po czterech miesiącach zaczęła znów pracować. Jak sama mówi, dostała od życia żółtą kartkę, ale udało się. Leczyła się za własne pieniądze, ćwiczyła, nie poddała się.


- Całe życie trenowałam, mam silne mięśnie pleców. Szybki powrót do formy zawdzięczam też rehabilitantowi, który błyskawicznie postawił mnie na nogi. Przez krótki czas chodziłam w gorsecie ortopedycznym, bo kategorycznie odmówiłam gipsu. Zdjęłam go dzień przed Gwiazdką, a w styczniu byłam już na sali. Myślę, że przede wszystkim jednak miłość do tego co robię, mnie wyleczyła - podkreśla.


Czy zmieniło się to jej podejście? Nie można powiedzieć, że po złamaniu kręgosłupa poczuła, że życie jest krótkie, więc musi wykorzystywać je maksymalnie, ponieważ taki optymizm do świata i chęć życia ma w sobie od zawsze.
 Siniaki, krew, ból, pot są nieodłącznymi elementami w pracy tej młodej dziewczyny.

- Ale to normalne! – dodaje. - Przy takich scenach trzeba trochę oberwać.

Ale Ania kocha to. Gdy Komorowska opowiada (zawsze z uśmiechem!) te wszystkie rzeczy na żywo, mówi w taki sposób, jakby to był wypad na Mazury lub impreza, jako coś najzwyklejszego na świecie.



Nietypowa
Trudno jej przyjaźnić się z kobietami, ponieważ nie bawią ją ploteczki lub wypady na zakupy. Anna nigdzie zresztą nie usiedzi. Jej typowy dzień to codzienny poranny basen przed godziną ósmą: tam zostawia wszystkie nerwy, oczyszcza się duchowo, jak sama mówi. Następnie taniec na szarfach, akrobatyka. To jej „obowiązkowe” zajęcia, bo w wolnej chwili… znów ćwiczy. Wieczorami jeszcze ma siły na imprezy. Telewizji nie ogląda, uważa to za stratę cennego czasu. A przecież jego jest tak niewiele: ktoś musi skoczyć z mostu lub pod auto, dlatego tak bliski kontakt trzyma z rodzicami, którym tak wiele zawdzięcza.

Gdy dzwoni jej tata, rzuca:
 - Mam dziś wypadek samochodowy, odezwę się po śmierci! 
I właśnie z tego powodu, że nie usiedzi w miejscu, stała się tym, kim jest teraz.
 O czym może jeszcze marzyć taka kaskaderka? Ania Komorowska osiągnęła wiele, ale pragnie jeszcze więcej dzięki swej zachłanności – w tym dobrym znaczeniu – na życie.


- Chciałabym zagrać w takiej produkcji jak „Death Proof” Quentina Tarantino, gdzie jest mnóstwo scen kaskaderskich, obijania się o samochody, skoków. Marzę o tego typu wyzwaniu.


Oprócz napisania roli specjalnie dla niej, jak to uczynił Tarantino dla najbardziej znanej kaskaderki Zoe Bell, marzy oczywiście Ania o normalnym życiu, związku, jednak trudno pogodzić życie osobiste z takim jak jej zawodem.


- Gdy pojawia się ktoś nowy, jest zainteresowanie, fascynacja, po części właśnie w związku z tym, czym się zajmuję. Ale po pewnym czasie to co wabi, zaczyna budzić lęk. Partner zaczyna sobie uświadamiać, że będzie żyć w ciągłym lęku. Że moja praca jest niebezpieczna, do tego stwarza mi wiele okazji do poznawania nowych ludzi. To nie pomaga. Ale wierzę, że tak naprawdę nie kocha się ludzi za to, co robią, tylko za to, że są.

Ania, wyznawczyni „czystej miłości”, czyli związku, w którym nie oczekuje niczego, po prostu kocha człowieka takim, jakim jest, długo szukała mężczyzny, który dotrzyma jej kroku. Dopiero od niedawna kaskaderka jest w stałym związku…

Optymistka
Jej środowisko zawodowe jest bardzo hermetyczne, każdy nowicjusz musi się nieźle napracować, aby zasłużyć na poważne traktowanie. Jako aktorka bezimienna - bo tak się mówi na kaskaderki - to nie ona otrzymuje nagrody, choć „odwala najgorszą robotę” za gwiazdy ekranu, jednak nadal chce to robić. Wciąż czuje, że to mało, że pragnie i może więcej. Choć żeby utrzymać się z tego zawodu, potrzeba 4-5 zleceń w jednym miesiącu, co jest rzeczą niemożliwą. 


Żyjąc z takiej pasji, ciężko jest utrzymać siebie samą, a co dopiero… maleństwo, które właśnie rośnie w brzuchu kaskaderki! Kolejny moment zwrotny, który może wywrócić świat Ani o 180 stopni. Jednak ta kobieta - tytan,  nawet w tak ekstremalnej sytuacji, w której znalazła się ze swoim partnerem (od niedawna partnerem, ale przyjacielem od lat), znajduje dobre myśli:

- Jestem szczęściarą, bo będę matką, a myślałam, że nie mogę nią być. Lekarze mi powtarzali, że będę miała duży problem, by zajść w ciążę. Że raczej normalną drogą to się nie uda. A tu proszę!

Kaskader Anka opowiada dalej entuzjastycznie:

- Jestem szczęściarą, bo przeżyłam wypadek bez większych konsekwencji zdrowotnych. Jestem szczęściarą, bo mam mnóstwo naprawdę fajnych ludzi przy sobie. Nawet jeśli moje marzenia mają długą, krętą drogę do spełnienia, to w końcu jednak się ziszczają. Jestem szczęściarą, bo mam rodziców, którzy zawsze mnie wspierali, uczestniczyli w moim życiu sportowym, podczas trenowania nie opuścili żadnych zawodów. Jestem szczęściarą, bo wciąż mam marzenia i one mi pomagają w trudniejszych chwilach, kiedy już totalnie nic nie idzie, kiedy nie chce mi się tyłka ruszyć z łóżka. Przypominam sobie o pasji i rzeczach oraz ludziach, których kocham i nawet jeśli dla samej siebie nie mam po co wstać, to warto walczyć dla innych, którzy mnie kochają - kontynuuje z uśmiechem. Chyba też jestem szczęściarą dlatego, że nie jestem idealna i wciąż mogę się rozwijać i ulepszać. Mam wolę walki, nic nie przychodzi mi  łatwo, dzięki temu bardziej doceniam to, co mam.

Jednak paradoksalnie to szczęście jest przeszkodą… Ania brała również udział w I edycji „Mam talent”, jednak nie przeszła dalej. Nie tyle z powodu braku talentu, ponieważ, jak widać, ma go aż nadto. Problemem był fakt, że Ania to wbrew pozorom… normalna dziewczyna. Nie przeżyła traumy życiowej, nie przydarzyła się jej smutna historia, którą mogłaby się podzielić z widzami, aby wziąć innych na litość. 


Za każdy razem, gdy widzę na żywo Anię, przyłapuję się na tym, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Sama jestem naładowana pozytywną energią i zainspirowana do działania dzięki niej. Przypomina mi się zdanie, które wypowiedział pewien znany grecki fizyk i filozof: ciała dążą do zatrzymania. Śmieję się w duchu, ponieważ myślę sobie, że nie dotyczy to Anny Komorowskiej.

Marta Płusa

Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 0,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Kobieta torpeda. Anna Komorowska.
Bito ją pałkami, zaliczała setki upadków, miała wyrywane włosy, liczne siniaki, które nie schodziły tygodniami. Miała złamany kręgosłup i była zabijana wielokrotnie. Uczestniczka „Mam talent”, akrobatka i gimnastyczka, prostytutka… w serialu! Wciąż tancerka na szarfach na wysokości. Ale kim naprawdę jest kaskaderka?

Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera

 
zapisz wypisz

Nasza Ankieta

Najprzystojnieszy polski aktor to?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Sztuka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Kominek    
Copyright © 2017 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe