Niedziela, 18 listopada 2018r. KLAUDYNY, TOMASZA
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Nimfomania. Czy to naprawdę męska fobia?

Łatwa, rozpustna, rozwiązła, puszczalska. Epitetów na kobietę, która lubi seks z wieloma partnerami, jest sporo. A na mężczyzn? Ogier, bawidamek, erotoman. Określenie „erotoman” nie ma wydźwięku pejoratywnego, a kobiece określenie - nimfomanka? Oznacza chorobę.
I tu zaczyna się problem postrzegania przez społeczeństwo spraw seksualnych. Czyżby przemawiała przez nas podwójna moralność? Relatywizm? W tekście nie skupimy się jednak na samym zjawisku nimfomanii, wyjaśniając, czym ona dokładnie jest i z czego się bierze, a bardziej na fakcie nadużywania tego pojęcia przez ludzi, chcących postrzegać jako chorą kobietę, która lubi seks.

Schizofrenia od pasa w dół
Prof. Lew Starowicz definiuje seksoholizm jako chorobliwe nasilenie zainteresowań i aktywności seksualnej, dominującej nad innymi potrzebami, a których realizacja staje się głównym celem, bez dostrzegania negatywnych skutków ubocznych, nawet takich zagrażających zdrowiu, życiu czy utracie pracy.  

Kompulsywna potrzeba natychmiastowego zaspokojenia to choroba sprawiająca, że kobieta skupia całą swoją uwagę na seksie i dąży za wszelką cenę do wykreowania sytuacji, w której dojdzie do zbliżenia płciowego, a gdy już tak się stanie, akt fizyczny nie daje jej satysfakcji, dlatego też często ten patologiczny zespół „obłędu seksualnego” jest mylony ze zdrową potrzebą i błędnie nadużywamy tego określenia w stosunku do pań, lubiących się kochać i tego nie ukrywających. Lub wobec kobiet, które często zmieniają partnerów erotycznych.

Kobieta z kompulsywną potrzebą natychmiastowego zaspokojenia seksualnego lub, jak to określa prof. Lew Starowicz, przechodząca od partnera do partnera, jest zawiedziona i ma poczucie niskiej wartości, wywołane tym zachowaniem. Zatem zdiagnozowanie u kobiety, jak komentuje prof. Starowicz - „schizofrenii od pasa w dół” nie polega na bazowaniu wyłącznie na jej czynach, ale na pobudkach sprawiających, że dąży ona do seksu z mężczyzną. Zaś dr Andrzej Depko (inny znany seksuolog) dodaje: Norma w seksuologii jest pojęciem abstrakcyjnym. Dlatego i nam tym bardziej trudno jest stwierdzić, u kogo występuje anomalia, a u kogo jest to zdrowe libido.

Seksuolodzy zgodnie twierdzą, że kobiet faktycznie cierpiących na syndrom Messaliny jest niewiele. Według statystyk seksoholicy stanowią od czterech do sześciu procent populacji, a kobiety to tylko nieznaczna ich część.

Krótka historia orgazmu
Po tym przybliżeniu zagadnienia nimfomanii i ustaleniu, czym ta choroba różni się od zwykłej potrzeby seksualnej, zastanówmy się, skąd się bierze niechęć społeczeństwa do takich kobiet. Już starożytni Grecy, Rzymianie i Hindusi stawiali na równi orgazm kobiety z orgazmem mężczyzny, traktując przyjemność fizyczną kobiety jako naturalny element życia, zatem co poszło po drodze nie tak? Otóż nic odkrywczego nie znajdziemy w stwierdzeniu, że takie podejście wynika choćby z wychowania w społeczeństwie religijnym, w którym Kościół katolicki odgrywa bardzo ważną rolę.

Gloryfikacja postaci Marii, Świętej Dziewicy, jest zjawiskiem występującym od wieków. W dobie średniowiecza muzą Petrarki i jego utworów była kobieta-anioł, nieskalana i niezepsuta dotykiem fizycznym, postrzegana jako istota idealna, ponieważ miłość do niej była czysto platoniczna. Kolejny „mądrala-mizogin” Soranos z Efezu zabłysnął stwierdzeniem, że nie jest istotne, czy kobieta odczuwa przyjemność - liczy się tylko orgazm mężczyzny. 
Łechtaczkę „odkrył” dopiero w XVI wieku renesansowy profesor z Padwy, Mateo Colombo (zapamiętajmy, drogie panie, to imię i wielbmy je po wsze czasy!). Co przez ten czas się z nią działo? Żyła zapomniana i zardzewiała? Nie do końca.

Jeszcze w XIX wieku teolog moralny, mnich J. C. Debreyne nawoływał do clitoridectomii, czyli zabiegu usuwania łechtaczki, która - jak stwierdził Kościół - służy jedynie perwersji i jest zbędna do poczęcia. Ten drastyczny zabieg stosowano szczególnie wobec kobiet, które przyłapano na masturbowaniu się. Również w tym samym wieku uważano orgazm kobiecy za przejaw ataku epilepsji, odbierając tym samym kobietom prawa do przeżywania przyjemności z seksu (tu także zalecanym „leczeniem” owej epilepsji oraz histerii było wycinanie łechtaczki). 

Tłumienie kobiecej seksualności było zjawiskiem występującym przez wieki, co zaczęło zmieniać się dopiero na początku XX wieku, gdy przyznano kobietom prawa do przeżywania przyjemności w sypialni dzięki licznym badaniom i publikacjom, jak choćby „odkrycie” Strefy Graefenberga w 1950 r., czy też pracom Mastersa i Johnsona, którzy ogłaszają w 1965 roku, że kobiety są w stanie przeżywać wielokrotny orgazm, co przyjmują z wielkim zdziwieniem mężczyźni na całym świecie i co zostaje spopularyzowane  dopiero w 1981 roku w pracach Johny`ego Perry`ego i Beverly`ego Whipple’a. Zatem orgazm kobiecy ma raptem 60 lat…

Na przełomie lat 80. i 90. Francuzi i Brytyjczycy zbadali 20 tys. heteroseksualnych osób. Przepytywani mężczyźni przyznali się średnio do dziesięciu partnerek, natomiast przepytywane w ten sam sposób kobiety przyznawały się jedynie do trzech partnerów. I tu pojawiła się pewna niejasność w wyliczeniach uczonych, bo przecież ci mężczyźni musieli z kimś „to robić”, a wg wyników „chętnych” było niewiele, skoro i ich liczba partnerów była niezbyt duża. Otóż naukowcy poszli za ciosem i przebadali te dysproporcje. I co odkryli? Wyniki ich badań wskazały, że płeć piękna przez wieki bała się przyznawać do swojej aktywności seksualnej, aby nie zostać napiętnowaną przez społeczeństwo.


Werbalne realia… 
… czyli język kształtuje rzeczywistość. A właściwie postrzeganie jej. W naszym rodzimym języku mamy określenia takie jak: „Ona jemu się oddaje. On ją bierze”. Zatem nie dość, że jesteśmy „obarczeni” mitami z historii, to jeszcze język „podświadomie” koduje nam przeświadczenie, że to kobieta jest stroną bierną, natomiast mężczyzna – aktywną. Pan pojawia się jako osoba, która „bierze” przyjemność, natomiast niewiasta „daje jemu” uciechę.

Nie czepiajmy się jednak słówek! Też i mądrości przekazywane z pokolenia na pokolenie wpływają na nasze postrzeganie. Jeśli kobietom powtarzano przez wieki, że muszą zachować swe dziewictwo do ślubu, to gdzie miała zdobyć doświadczenie praktyczne w dziedzinie seksu? Nie poznawszy tajników rozkoszy zdana była na umiejętności (lub ich brak) swego męża, jedynego mężczyzny w swoim życiu. A nieświadome, że „gdzieś indziej może być zieleńsza trawa”, nie myślą przez wieki o poszukiwaniach swojej przyjemności.
Oswoiliśmy się już z wszech obecnymi poglądami, że to samiec myśli o seksie non-stop, a kobietę „wystarczy przytulić” by było jej lepiej. Zatem idąc tym tropem słowo „nimfoman” byłoby pleonazmem… Bowiem jak to możliwe, że mężczyzna może chcieć bardziej seksu, skoro to on z reguły zawsze tego chciał? A my, kobiety, jako te ezoteryczne niewiasty, poszukujemy w łóżku głównie miłości. 

Testosteron bije testosteron    
W czasach, gdy nasze prababki wyemancypowały prawo do orgazmu i swobody popędowej, mężczyźni mogą odczuwać strach przed niemożnością usatysfakcjonowania takiej partnerki, która swoje doświadczenie już zdobyła i nie ma żadnych zahamowań w sferze intymnej. Zatem nimfomanka, o której tu mowa, to nie kobieta chora, ale kobieta, która jest szczera w swej seksualności i nie krępuje ją jej osobowość. Wniosek? „Nimfomania” to mitologiczny lęk przed kastracją psychiczną, czyli lęk mężczyzn przed utraceniem męskości.    

Oczywiście nie chcemy uogólniać i wszystkich mężczyzn określać mianem mizoginów. Mówimy tu o tych panach, którzy używają wielu epitetów w stosunku do kobiet ich zdaniem „rozwiązłych”, uznając, że takie obyczajowe przyzwolenie na uprawianie seksu bez stałego związku jest zarezerwowane wyłącznie dla „brzydszej płci”. Taki kompleks madonny/dziwki idealnie nawiązuje do tego, co się działo w średniowieczu: osobnicy dotknięci tym syndromem chcą, aby ich partnerki były albo pasywne albo aktywne seksualnie - nigdy jedno i drugie jednocześnie. Ale z nadzieją patrzymy w przyszłość i (powoli) wyrastamy ze średniowiecza, odczytując coraz to nowsze wyniki badań, z których ewidentnie wynika, że to właśnie kobiety myślą częściej o seksie niż mężczyźni! Zatem kto nie chce zaakceptować tego faktu? 

Kobiety, które pokazują i mówią głośno, czego pragną, są kobietami pewnymi siebie, świadomymi swoich potrzeb. Zazwyczaj są to kobiety silne, co często budzi strach w mężczyznach, ponieważ siła i pewność siebie to cecha ludzi z wyższą dawką testosteronu, hormonu męskiego! Zatem tacy panowie zaczynają często dostrzegać w kobiecie rywalkę, a wówczas podupada ich ego. Ponieważ często czują się słabsi od kobiet, które w końcu przez tyle wieków kojarzone były z płcią słabszą, uległą, przy której samiec mógł się wykazać swoją siłą…      

Oczywiście, nie chcemy też nawoływać tu do feministycznych rewolucji, jednak te silne kobiety, które głośno mówią, czego pragną i dla których seks jest siłą, są także w stanie pokazać, że nie potrzebują mężczyzny na cały etat. Kogoś, kto musi się nimi zająć. Bo po tylu wiekach nagle okazuje się, że jesteśmy na tyle niezależne, że nie potrzeba nam jegomościa, by czuć się spełnionymi, więc teraz to my „bierzemy” przyjemność, ponieważ odbierając prawa do zaspokajania swoich potrzeb, odbiera się kobietom tym samym siłę. Czyżby zatem mężczyźni bali się utraty swojej pozycji, absurdalnie obawiając się odwrócenia ról i tym samym utracenia swojej tożsamości tak sztucznie przypisywanej na przestrzeni wieków do płci?


Marta Płusa 
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 0,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Nimfomania. Czy to naprawdę męska fobia?
Łatwa, rozpustna, rozwiązła, puszczalska. Epitetów na kobietę, która lubi seks z wieloma partnerami, jest sporo. A na mężczyzn? Ogier, bawidamek, erotoman. Określenie „erotoman” nie ma wydźwięku pejoratywnego, a kobiece określenie - nimfomanka? Oznacza chorobę.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Nasza Ankieta

Najprzystojnieszy polski aktor to?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Sztuka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Kominek    
Copyright © 2018 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe