Piątek, 19 lipca 2019r. Alfreny, Rufina, Wincentego
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Mariola Bojarska-Ferenc: Kocham swoje ciało

- Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Uważam, że trzeba dla siebie zrobić wszystko, aby później nie obwiniać się o to, że czegoś nie udało się osiągnąć. Mam w sobie siłę do działania. Denerwuje mnie jednak w tym kraju walka o wszystko. - mówi Mariola Bojarska-Ferenc.
Mariolu, skąd tak ogromne zamiłowanie do ćwiczeń i ruchu?
- Większość swojego życia spędziłam w sali gimnastycznej. Zawsze kochałam sport. Byłam bardzo ambitnym dzieckiem, chciałam być najlepsza w dyscyplinie, jaką uprawiałam, czyli gimnastyce artystycznej. Byłam zawodniczką kadry narodowej, dodatkowo uprawiałam balet klasyczny i nowoczesny. Ciągle byłam na diecie. Normalnego dzieciństwa nie miałam. W rezultacie jestem absolwentką Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, tam też dostałam sportowy wycisk, ale zahartowało to mój charakter. Z perspektywy dojrzałej kobiety muszę stwierdzić, że kiedy byłam małą dziewczynką, nie zdawałam sobie sprawy, że powstanie trend fitness i spędzę, promując go, resztę życia. Wtedy jeszcze nikt nie wiedział, czym on jest. Później największe organizacje na świecie pracowały nad tym, aby z jednej dziedziny zwanej aerobikiem stworzyć ponad dwieście form ruchu, które egzystują do dziś.

W Polsce jesteś uznawana za cenioną specjalistkę ‒ trenerkę w dziedzinie fitness aktywnie angażującą się w upowszechnianie zdrowego trybu życia. Jesteś członkiem najważniejszych światowych organizacji fitness IDEA Health and Fitness Association i ECA World Fitness. Od ilu lat uczysz kobiety dbania o siebie?
- Na trzecim roku studiów założyłam swój „ klub fitness” w dyskotece AWF, który okazał się wielkim sukcesem. Na treningi przychodziło sto osób dziennie przez pięć dni w tygodniu. To wszystko zainspirowało mnie do tego, aby sprawdzić, co dzieje się na świecie.

Od ponad piętnastu lat jeździsz regularnie na kongresy do Stanów Zjednoczonych, gdzie jesteś tam już znaną osobą. Czy polecasz takie konferencje innym trenerom?
- Odnalazłam największe organizacje i zapisałam się do nich. Jeździłam na kongresy trzy razy w roku, byłam na ponad 40. Kiedy przyjeżdżałam z tych kongresów, przekonywałam się, że Polacy dopiero są na początku tej fitnessowej drogi. Kiedy chwaliłam się nową wiedzą, wszyscy byli zszokowani faktem, że fitness tak szybko się rozwija. Moi szefowie, którzy decydowali się na kreowanie fitnessu w telewizji, byli zaskoczeni, kiedy co roku przywoziłam nowe trendy, że ich jest tak dużo. Najpierw powstał aerobik, callanetics, a potem step i inne formy takie jak pilates i jego odmiany, odmiany jogi, drums alive, różne formy taneczne oparte na latino dance oraz na tańcu afrykańskim. Organizacje zapraszają mnie na wykłady, a ja jeżdżę, ponieważ co roku przedstawiają nowości, badania nad rożnymi metodami ćwiczeń czy diety i trzeba, jak lekarz, być na czasie, wiedzieć, co zdrowe, a co wypada z obiegu. Badania dowodzą, że niektóre ćwiczenia, jakie wykonywaliśmy np. pięć czy dziesięć lat temu, nie są dobre, bowiem okazało się, że przy częstym ich wykonywaniu można np. uszkodzić odcinek lędźwiowy kręgosłupa, kolana, doprowadzić do jakiegoś skrzywienia lub bólu, przyczynić się do różnych innych dolegliwości itp. Dlatego szanujący się trener powinien regularnie jeździć na takie kongresy przynajmniej trzy razy w roku. Ja uczyłam ćwiczeń przez szklany ekran, tym bardziej czułam odpowiedzialność za prawidłowy przebieg ćwiczeń. Nie widziałam ludzi, z którymi ćwiczyłam, więc musiałam zdobyć potrójną wiedzę. Kiedy ćwiczy się indywidualnie z klientem, jest możliwość obserwacji tego, co robi źle, a co dobrze. Ćwiczenia przez ekran są jak magia, więc musiałam wszystko robić bardzo ostrożnie i przygotować się do nich bardzo dokładnie. Przez dwadzieścia osiem lat nie otrzymałam żadnego listu, który wskazywałby na to, że ktoś ma jakiś problem po moich ćwiczeniach. Myślę, że to był mój największy sukces. Podczas różnych kongresów spotkałam największych profesorów na świecie z zakresu fizjologii i biomechaniki, dietetyki itp. Poznałam dietetyków reprezentujących najwyższy poziom, którzy układają dietę dla gwiazd z Hollywood oraz przygotowują mistrzów świata w różnych dziedzinach sportu. Na te kongresy przyjeżdżają trenerzy z całego świata zajmujący się różnymi dziedzinami fitness. Istnieje ponad dwieście form ruchu, a wszystkich wykładów podczas kongresów jest drugie tyle, więc wiedza jest olbrzymia. Każdy może wybrać coś dla siebie.

Kiedy poznałam światowej sławy trenerów, miałam możliwość zapraszania ich do swoich programów telewizyjnych o tematyce fitness, np. Roberta Steinbachera, twórcę metody BodyART, trenera Madonny Lawrence’a Biscontiniego, Marcusa Irwina z Australii, Claye Granta z Ameryki. Zdobyłam ogromną wiedzę i muszę nieskromnie stwierdzić, że nie zamierzam się ścigać z zakresu znajomości tych dziedzin oraz zdobytego doświadczenia. Przez wiele lat regularnie pisałam artykuły do magazynu „Pani”, a jeszcze wcześniej do „Twojego Stylu”, co zaowocowało trzema książkami stworzonymi wspólnie z profesorami medycyny. Dla Dreamlinerów nagrałam film z ćwiczeniami zapobiegającymi zakrzepicy, ćwiczą ze mną pasażerowie z całego świata. Jeżeli trener nie pojedzie w świat, będzie mógł bazować jedynie na tym, co jest dostępne w Polsce. Jednak w naszym kraju nie prowadzi się zbyt wielu badań z powodu braku funduszy. Mam nadzieję, że wykonałam dużą pracę dla Polaków.

Obecnie na polskim rynku można znaleźć dużo dobrych trenerów oraz mnóstwo klubów. Jednak kiedy obserwuję to wszystko, dochodzę do wniosku, że w Polsce popularne są jeszcze stare metody fitness. Ludzie mają za mało odwagi, aby pojechać w świat i uczyć się. Należy przyjrzeć się lekarzom, którzy jeżdżą na swoje kongresy i zdobywają tam wiedzę na temat nowości. Dowiadują się tego, że już nie trzeba operować skalpelem, wystarczy opanować metodę laparoskopową itp. Podobnie jest w dziedzinie, którą ja się zajmuję. Pojawiają się nowości na pograniczu medycyny i trzeba z nich korzystać. Jadąc tam, warto mieć podstawy, by zrozumieć wykłady. Najpierw należy poznać medycynę, biologię i anatomię człowieka. W innym wypadku nie ma po co tam jechać, ponieważ wówczas można poczuć się tak, jakby ktoś mówił do nas po chińsku. Każdy trener, który chce traktować poważnie swojego klienta i być wobec niego uczciwym, powinien jeździć i dokształcać się. W innym wypadku mam wrażenie, że oszukuje osobę, jaką się zajmuje. Trenerem fitnessu nie jest ten, kto ma kaloryfer na brzuchu i duże mięśnie. W Polsce każda pani z FB jest gwiazdą, a z kaloryferem na brzuchu trenerką – żenujące.

W jaki sposób można poznać dobrego trenera?
- Przede wszystkim należy zadać mu pytanie o edukację, ponieważ to jest podstawa. Każdy trener w każdym klubie powinien dysponować swoim CV z informacjami na temat ukończonych studiów oraz kursów, a także tego, jak jego edukacja wygląda i jak się ona rozwija. Wszyscy, którzy taką edukację zdobyli, eksponują ją. Na rynku jest pełno oszustów, którzy chcą zarobić pieniądze w bardzo szybki sposób. Ostatnio pan po szkole zawodowej w Pniewach przedstawia się jako trener itp. Jeżeli trener obiecuje nam, że coś zrobi z nami w tydzień lub w miesiąc, to znaczy, że jest zwykłym cwaniakiem. Podczas różnorodnych kongresów można zapoznać się z badaniami wskazującymi na to, że należy kompleksowo stosować odpowiednią dietę oraz ćwiczenia w celu utrzymania właściwej sylwetki do końca życia. Jeżeli stosujemy tylko dietę albo tylko ćwiczenia, jesteśmy narażeni na efekt jo-jo. Rozumiem fakt, że ludzie marzą o szczupłej sylwetce. Myślę jednak, że ostatni okres idealnie obrazuje to, jak bardzo nasz naród jest niewyedukowany w tej dziedzinie. Ludzie liczą na szybkie efekty i wierzą w cuda.

Jesteś kobietą po czterdziestce, chociaż tego nie widać. Na bazie swoich doświadczeń wiesz zapewne, że w każdym wieku kobieta może i powinna być piękna i zdrowa, że fitness jest nie tylko dla młodych ludzi... Jak przekonać kobiety dojrzałe do ruchu i dbania o siebie?

- Myślę, że każda kobieta i każdy mężczyzna powinni zdawać sobie sprawę z tego, że na pewno uda się im znaleźć coś odpowiedniego dla siebie na tym rynku. Nie musi to być fitness. Ja sama podjęłam się nowego wyzwania. Spotkałam się z trenerem, który pochodzi z Tunezji i jest mistrzem w dziedzinie tańców latynoskich. Odbyłam już pierwszy trening i muszę przyznać, że podczas lekcji czułam się jak mała dziewczynka. Przez dwie godziny po treningu towarzyszył mi taki uśmiech, jakby to trener mi płacił. Chcę być dobra w tym tańcu i zapamiętać kolejność kroków. Daje mi to dużą radość. Każdy, bez względu na wiek, może zrobić coś dla siebie. Liczą się nawet proste rzeczy.

Czym powinniśmy się kierować przy wyborze odpowiedniej formy ruchu dla siebie?
- Przy wyborze odpowiedniej formy ruchu powinniśmy kierować się temperamentem i zdrowiem. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, co lubimy. Jeżeli lubimy tańczyć, to powinniśmy wybrać formy taneczne. Jeżeli wolimy zgłębić samych siebie i wejść w siebie, na pewno należy wówczas skupić się na formach takich jak pilates i joga, które pozwalają na większą koncentrację. Czasami jednak należy zrobić coś wbrew siebie, ponieważ życie to nie tylko same przyjemności. Są chwile, kiedy trzeba skoncentrować się na tym, czego potrzebuje nasz organizm. Jestem świadoma tego, że po pięćdziesiątce powinnam zwiększyć gęstość swoich kości. W związku z tym muszę chodzić na siłownię. Jako młoda dziewczyna nigdy nie lubiłam siłowni i podnoszenia ciężarów. Kiedy skończyłam czterdzieści lat, zaczęłam chodzić na siłownię i kontynuuję to już nie po to, żeby zrobić sobie przyjemność, ale po to, aby zastosować prewencję. Dzięki ćwiczeniom siłowym zwiększam gęstość kości i zabezpieczam się przed osteoporozą. Niezwykle ważne jest to, żeby oprócz przyjemności zrobić również coś z myślą o swoim zdrowiu. W pewnym momencie naszego życia organizm osłabia się i traci odporność. Należy nie tylko dać energię swojemu organizmowi. Warto ruszać się po to, aby móc później poradzić sobie z różnymi dolegliwościami. Jeżeli organizm jest słaby i nie ćwiczy, nie ma kondycji. Kiedy osoba w wieku np. senioralnym bez kondycji znajdzie się w szpitalu i poleży tam miesiąc, wówczas niestety jej życie może być zagrożone, trzeba myśleć już o starości.

Media podają, że podobno czekasz, aż ktoś ciekawy zastąpi cię w twojej branży. Czy widzisz osobę na polskim rynku, która mogłaby ciebie zastąpić?
- Ale po co ktoś ma mnie zastąpić? Czy jestem chora? Odchodzę? HALO! Czy szukacie zastępstwa dla Stenki, Jandy, Rodowicz? Co za zawistny naród! Czy ty, mając 30 lat, szukasz już zastępstwa swojego w przedszkolakach? Bo mnie porównują z 25 lat młodszymi. To jakiś żart czy infantylizm dziennikarzy? Tak w Polsce wygląda profesjonalizm. Młodzi niech robią swoje i tyle. Przez ostatnie dwadzieścia pięć lat sama promowałam zdrowy styl życia w mediach. To sukces dla mnie, a wstyd, że nie było nikogo na rynku medialnym w tej dziedzinie tyle lat. Po 25 latach, a nawet 28 pojawiły się różne osoby. Uważam, że Ania Lewandowska, którą wspieram sercem, zrozumiała konieczność odwiedzania różnych stron świata w celu zdobywania informacji i uczestniczenia w kongresach, które jej poleciłam. Mam nadzieję, że będzie konsekwentna w tym, co robi, będzie zdobywać niezbędną wiedzę, by trwać latami na tym rynku jak ja. Na razie to początek drogi. Obecnie trudno mi jest odpowiedzieć na pytanie o dobrych trenerów. Przecież nie sprawdzam fitness klubów. Jest ich w Polsce pewnie mnóstwo, ale nie każdy chce zaistnieć w mediach. Najlepsi pracują w klubach i robią fantastyczną pracę bez lansu.

Przez znajomych i przyjaciół uznawana jesteś za silną i twardą kobietą. Wiemy z mediów, że twoje życie nie do końca było usłane różami. Dwadzieścia lat temu straciłaś z mężem cały majątek. Nie poddałaś się jednak. Miałaś plan i odbudowałaś wszystko w ciągu siedmiu lat. Skąd w tobie ta nieustanna siła do walki?
- Tak było życie to nie bajka. Siłę wyniosłam ze sportu. Robię wszystko na tysiąc procent, aby później nie okazało się, że coś straciłam, ponieważ byłam nieprzygotowana lub niewyspana. Wszyscy wiedzą, że pod tym względem jestem perfekcjonistką. Nigdy nie pójdę na imprezę, kiedy następnego dnia mam nagranie. Nie napiję się wina, ponieważ jestem odpowiedzialna i nie chcę się zatruć, niekorzystnie wyglądać albo gorzej mówić podczas pracy. Perfekcjonizm wyniosłam też ze sportu i przeniósł się on na moje życie. Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Uważam, że trzeba dla siebie zrobić wszystko, aby później nie obwiniać się o to, że czegoś nie udało się osiągnąć. Mam w sobie siłę. Denerwuje mnie jednak walka o wszystko w naszym kraju. Niestety, ludzie dobrzy w Polsce nie są doceniani. Osoby, które wcześniej mnie nie znały, myślały, że jestem taką osobą, która wszystko dostaje. Znajomi obserwujący mnie każdego dnia, przyjaciele, moja rodzina oraz mąż, który jest ze mną od dwudziestu sześciu lat, słyszą, ile telefonów muszę wykonać i jakie ciężkie rozmowy muszę przeprowadzić. Tylko oni wiedzą, że to wszystko jest wypracowane i wyszarpane. Czasami jestem zmęczona taką szarpaniną. Myślę, że w Polsce powinno być więcej osób potrafiących oddzielić ziarno od plew. Kiedy słyszę, że ktoś nazywa mnie instruktorką, to mi ręce opadają. Nazwanie mnie instruktorką jest dla mnie obraźliwe, to brak profesjonalizmu, szacunku do rozmówcy ze strony dziennikarzy.

We wrześniu 2014 r. odebrałaś certyfikat Ambasadorki Przedsiębiorczości Kobiet. Miałam przyjemność być również w gronie nagrodzonych i poznać Cię wtedy osobiście. Powiedz mi proszę, jakie znaczenie i jaką wartość ma dla Ciebie ta nagroda?
- Każda nagroda ma wartość. Tak się przyjemnie złożyło, że w ciągu tego miesiąca dostałam kilka wyróżnień i nagród. Jedną z tych nagród jest certyfikat Ambasadorki Przedsiębiorczości Kobiet. Otrzymałam również inną nagrodę, jaką jest statuetka „Natura” przyznana przez firmę Herbapol za kreowanie w mediach naturalnego, zdrowego stylu życia przez dwadzieścia pięć lat. Dostałam wyróżnienia od „Miasta Kobiet” za promocję zdrowego stylu życia. Nagrodę od Wiceminister Gospodarki za wspieranie aktywności kobiet. Niedawno zadzwoniła do mnie organizacja z Poznania, która szykuje order ‒ wyróżnienie za moją kreatywność w tej dziedzinie. Mam też złoty krzyż zasługi, który otrzymałam od prezydenta RP za promocję zdrowego stylu życia. Myślę, że każda taka nagroda jest jak miód na serce. Każde odznaczenie utwierdza mnie w tym, że to, co robię, jest ważne. Ale największą nagrodą jest to, że państwo oglądacie mnie ponad 25 lat w TVP.

Czy czujesz, że przekroczyłaś pięćdziesiątkę? Czy jest to dla ciebie katastrofa? Czy ten fakt wpłynął na ciebie w jakiś sposób?
- Kompletnie mnie ta pięćdziesiątka nie wystraszyła. Kocham siebie, swoje ciało. Na początku, kiedy na pytanie lekarzy o mój wiek wymawiałam liczbę 50, trochę mnie to krępowało. Później jednak doszłam do wniosku, że przecież tak naprawdę nic się nie zmieniło. Nadal czuję się fajnie, mam energię, pewność siebie. Wiem, czego chcę w życiu, a czego nie i jasno komunikuję. Wiadomo, że pojawiają się zmarszczki, ale z tym człowiek musi sobie jakoś poradzić ‒ kupić dobry krem lub zainwestować w usługi medycyny estetycznej. Myślę, że kobiety nie powinny bać się tej pięćdziesiątki. Kochane, przed Wami nowe wyzwania, miłości, trzeba tylko tego chcieć. Ja boję się jedynie mentalności Polaków, którzy zakodowali sobie to, że osoby po pięćdziesiątce powinny zejść z planu. Wskazują na to pytania o to, czy ktoś mnie zastąpi. Dlaczego ktoś ma mnie zastępować? Ja przecież nie umieram! Do końca życia mogę kreować zdrowy styl życia. To naturalne, że młodsze dziewczyny mogą sobie znaleźć inne trenerki, które będą je inspirować, ja nie pracuję w fitness klubie, tylko w telewizji, nie konkuruję o klienta. Istnieje grupa dojrzałych kobiet potrzebujących swojego wzorca. Starzejemy się i nikt z nas nie będzie już młodszy. Skoro zajmowałam się zdrowym stylem życia przez tyle lat, jestem zdrowa i mam dobrą sylwetkę i energię młodej osoby, to znaczy, że to wszystko działa. Będę swoją pracę kontynuować, nigdy nie powiem stop! Nie dajcie kochane wmówić sobie, że czegoś nie wypada po 50. Róbcie to, co sprawia wam radość. Żyje się tylko raz. Nie dajcie się ograniczać. Nie będzie nam nikt dyktować, co jest dla nas dobre. Nasze szczęście w naszych rękach. Tak właśnie żyję ja!

Rozmawiała: Ilona Adamska / www.ikmag.pl
fot. Witold Szczekowski
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 5,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Mariola Bojarska-Ferenc: Kocham swoje ciało
- Dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Uważam, że trzeba dla siebie zrobić wszystko, aby później nie obwiniać się o to, że czegoś nie udało się osiągnąć. Mam w sobie siłę do działania. Denerwuje mnie jednak w tym kraju walka o wszystko. - mówi Mariola Bojarska-Ferenc.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Nasza Ankieta

Najprzystojnieszy polski aktor to?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Sztuka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Kominek    
Copyright © 2019 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe