Piątek, 19 lipca 2019r. Alfreny, Rufina, Wincentego
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Natalia Kukulska: Mój mały muzyczny świat

Na początku roku wydała ósmą płytę. Ósmą, choć naprawdę było ich więcej. Ale tych z okresu dziecięcego nie dolicza do dorosłego dorobku. Ani tych, na których jej utwory pojawiają się obok piosenek mamy
Od czasu pierwszego koncertu minęło wiele lat, a NATALIA KUKULSKA wciąż jest tą samą dziewczyną, o uroku i energii nastolatki.

Kiedy wchodzi do modnej warszawskiej restauracji w konwencji PRL-u, jest natychmiast rozpoznana, a zamówiona sałatka jest przygotowana „na bogato”. No bo ta nasza Natalia taka krucha... „O, moja mama śpiewa”, mówi po pierwszej nucie piosenki „Najtrudniejszy pierwszy krok” płynącej z głośnika. I mimo że zawsze podążała własną piosenkarską drogą, ten miły gest sprawia jej przyjemność.

Obrazek sprzed lat: mała wiejska szkoła, klasa wypełniona czarnoskórymi uczniami, Ty stoisz przed tablicą, śpiewasz „Piosenkę światłoczułą”. Dzieci klaszczą w dłonie, wtórują Ci, powtarzając słowo „światło”. Byłam bardzo poruszona.

- Taaak... Pamiętam cały nasz pobyt w Angoli w 2007 r. Pojechałam tam jako ambasador dobrej woli UNICEF. Ten wyjazd był najbardziej egzotycznym i zarazem najbardziej wstrząsającym w moim życiu. Odwiedziliśmy wtedy różne szkoły: i takie, które mieściły się w nędznych budynkach lub po prostu pod drzewem, i te, które otrzymały wsparcie UNICEF.

Tę szkołę, o której wspomniałam, odwiedziliśmy, jadąc z położonego na wybrzeżu miasta Lobito do Huambo. Emocje sięgały szczytu, bo z obu stron drogi rozciągały się pola minowe. A nagle ta wioska i to wspólne śpiewanie...

- Powiedziałam dzieciom, co znaczy słowo światło, które miały powtarzać, i wytłumaczyłam, o czym opowiada piosenka. To wspólne śpiewanie miało służyć nawiązaniu kontaktu i integracji. Muzyka jest najlepszym łącznikiem.

Gdybyś teraz była w podobnej sytuacji, to czy wybrałabyś może jakiś utwór z Twojej ostatniej płyty „Ósmy plan”?
- Piosenką, która podnosi na duchu, jest utwór „My”. On jest takim rodzajem pozytywnego patrzenia w przyszłość, zawiera myśl, żeby nie tracić żadnej chwili, bo każda jest ważna i każdą trzeba doceniać. „Kochaj, jakby dzień był tym ostatnim dniem”.

Trzy miesiące po powrocie z Angoli po raz pierwszy zaprowadziliście syna Jasia do szkoły. Była to okazja do refleksji?
- Kiedy razem z Jasiem wybieraliśmy plecak, piórnik, długopis, wtedy pojawiał się obraz angolskich dzieci, dla których zeszyt to był skarb. W niektórych szkołach nie było nawet ławek i uczniowie przychodzili z własnymi krzesełkami, czasem zrobionymi z patyków. Pamiętam, z jaką dumą prezentowali je przed obiektywem aparatu fotograficznego.

W październiku 2007 r. skończyliście nagrywać piosenki na płytę „Sexi Flexi”. Byłam ciekawa, czy niedawna wizyta w Czarnej Afryce znajdzie na niej odzwierciedlenie i czy odnajdę nawiązanie do pieśni, które słyszeliśmy codziennie przed świtem. Byłam troszkę rozczarowana.
- To chyba niezbyt uważnie słuchałaś. Na płycie, która jest taneczna, klubowa, było jednak kilka piosenek mocno osadzonych w emocjach. Na przykład utwór „Pół na pół”, który opowiadał o relacji między ludźmi, o tym, że nieważne jest to, co jest wokół nas, ale to, co jest między nami. Także bardzo emocjonalna, ale mroczna, była piosenka „In Silence”. Utwór „Mała rzecz” mówił: „Więcej już nie muszę mieć, cieszy mnie mała rzecz”. Czy to nie przypomina tych dzieci z angolskich wiosek?

Płytą „Sexi Flexi” narodziła się nowa Natalia Kukulska. Od tego momentu zaczęłaś oddalać się od mainstreamowego popu, z którym byłaś związana przez wiele lat.
- Na tej płycie była afirmacja życia, radość z wyzwolenia się z ram, schematów. Niektóre utwory, również tytułowy „Sexi Flexi, były rodzajem zabawy. Piosenka nie zawsze musi opowiadać o najtrudniejszych przeżyciach i być rozdrapywaniem ran, tak jak jest na płycie „Ósmy plan”. Radość utworów może dawać zapomnienie o tym, co jest trudne. Przygotowywałam płytę „Sexi Flexi” z teamem producenckim Plan B, czyli z Bartkiem Królikiem i Markiem Piotrowskim. Robiąc tę płytę, bawiliśmy się. Zamknęliśmy się w studiu i wspólnie tworzyliśmy piosenki od zera, na zasadzie „dżemowania”. Doszłam do wniosku, że moje wcześniejsze piosenki miały za dużo patosu. Wydaje mi się, że poszukiwałam właśnie tego, co odnalazłam dzięki współpracy z Planem B. Bartek i Marek przestawili moje myślenie na temat muzyki.

Ludzie o mniejszym muzycznym doświadczeniu potrafili Cię zmienić? To możliwe?

- Możliwe, bo oni mieli świeże spojrzenie, a ja wpadłam w schematy myślenia, nastąpiła stagnacja zawodowa, rutyna. Kilka lat wcześniej, na przełomie 2002 i 2003 r., byłam w Stanach Zjednoczonych, by w uczelni Musicans Institute poszukać inspiracji, anonimowo podszkolić swój warsztat, odnaleźć się w śpiewie na nowo. Już wtedy zauważyłam, że powinnam podjąć walkę z przyzwyczajeniami, bo to jest coś, co odbiera przyjemność w zawodzie. Ale potrzebny jest bodziec, który wyzwoli te zmiany.

Po „Sexi Flexi” był album „CoMix”. I znów nowa odsłona Natalii.
- Czułam, że już nie mogę wrócić do popu, w jakim tkwiłam wcześniej. Co jest ważne – na płycie „Sexi Flexi” w każdym utworze byłam współautorką lub autorką muzyki i tekstów. Wtedy zrozumiałam, że w tym tkwi nowa siła, że będę nie tylko wykonywać piosenki, ale także je tworzyć.

Ale przecież nie masz wykształcenia muzycznego.
- A myślisz, że wszyscy muzycy je mają? Poza tym to niezupełnie prawda – ukończyłam podstawową szkołę muzyczną w klasie fortepianu. Ale nie trzeba mieć papieru, dyplomu, nikt o to nie pyta. Trzeba mieć pomysł! Wydaje mi się, że niekiedy ludzie po szkołach muzycznych nie mają wolności tworzenia, bo zbyt wiele zasad trzyma ich w ryzach. Oczywiście to nie jest zasada… Wielu wykształconych muzyków jest również wybitnymi twórcami. Ale w przemyśle rozrywkowym, czy to w rocku, czy w jazzie wielu muzyków to samouki.

A skąd wziął się pomysł, żeby pisać teksty? Czy wcześniej może tworzyłaś do szuflady?

- Rzadko. Teksty dla mnie pisali różni autorzy, bardziej lub mniej znani. Ale ja wykłócałam się z nimi o każde słowo. Uważałam, że tekst musi być do końca dopieszczony tak jak ja to czuję. Myślę, że czasem mieli ochotę powiedzieć mi: „Jak jesteś taka mądra, to sobie sama napisz”. W końcu więc stwierdziłam, że muszę być w pełni odpowiedzialna za to, co śpiewam. Odważyłam się wejść na tę drogę męki (śmiech) i zaczęłam pisać.

Jako autorka tekstów i muzyki mogłaś otrzymywać tantiemy...

- Znam wiele lepszych sposobów na szybki zarobek. Moje piosenki nie są tak komercyjne, żeby stacje radiowe grały je bez przerwy. O nie, to nie był skok na kasę ZAIKS-u (śmiech)!

A kto zainspirował Cię, by zająć się komponowaniem: tata kompozytor czy mąż, perkusista i kompozytor (Michał Dąbrówka – przyp. red.)?
- Już wcześniejsze piosenki często bazowały na moich melodycznych pomysłach. Na płycie „Sexi Flexi” były dwie kompozycje stworzone przeze mnie wspólnie z Michałem. I wtedy oboje poczuliśmy, że możemy nadal się rozwijać w tym kierunku. A na dwóch kolejnych płytach wszystkie piosenki z wyjątkiem jednej skomponowaliśmy razem. Michał jest nie tylko znakomitym perkusistą, ale też bardzo otwartym muzykiem. Wspólnie pracujemy nad harmonią, melodią, wybieramy brzmienie instrumentu, zastanawiamy się, za pomocą jakich środków i instrumentów wyrazić klimat utworu. Michał zaczął się tym coraz bardziej fascynować, wkręcił się w granie na syntezatorach analogowych. Pięć lat temu postanowiliśmy sami stworzyć całą płytę. To było duże wyzwanie. Ale kiedy skończyliśmy nagrywać „CoMix”, poczuliśmy ogromną satysfakcję. Bo to było coś absolutnie własnego!

„CoMix” to był kolejny krok odchodzenia w nieznane Ci dotąd rejony muzyczne. Był strach, że stracisz część publiczności, a nie zyskasz nowej?

- Widziałam, że moja publiczność zaczęła się zmieniać. Zaczęli mnie słuchać nowi ludzie, z którymi z łatwością znalazłabym wspólny język. Nie było między nami takiej relacji fan–gwiazda.

Ale każdy artysta chyba chciałby być gwiazdą.
- Ja nie. Od dziecka żyłam w takim świecie i widziałam, jak ludzie traktują mamę. Mi to nie pasuje. Ja bym naprawdę wolała mieć świadomą publiczność, słuchającą muzyki, a nie zbierającą plakaty i zdjęcia. To oczywiście jest miłe, że ktoś cię ceni, że interesuje się wszystkim, co ciebie dotyczy, ale tak naprawdę najważniejsza jest muzyka. Mnie takie uwielbienie krępuje, czuję się niezręcznie. Bardzo mi zależy na tym, żeby ludzie chcieli się dowiedzieć, co mam do powiedzenia, żeby słuchali moich utworów. Chciałabym znaleźć fanów, którzy nakręcają się przede wszystkim moją muzyką, będą przychodzić na koncerty, kupować płyty nie dla popularności. To jest dla mnie ważne. Przy płycie „Sexi Flexi” niektórzy kompletnie nie zrozumieli tej zabawy konwencją. Ale na szczęście pojawili się nowi ludzie.

Skąd wiedziałaś, że są nowi?

- Często podchodzili do mnie po koncertach. Mówili: „Cześć, ja wcześniej cię nie słuchałem, ale płyta »Sexi Flexi« jest genialna”. Zdarzało się, że organizatorzy, zapraszając mnie na koncert, zastrzegali: „Ale tylko materiał z nowej płyty”. To dla mnie też był sygnał, że moje piosenki nie trafiły w kosmos, czyli do nikogo. Nigdy wcześniej nie miałam tylu nominacji do Fryderyków, jak przy płycie „Sexi Flexi”. To był dowód uznania w środowisku. Stwierdziłam, że muszę się rozwijać i robić coraz więcej na swoich warunkach i bez kompromisów. Praca przy dwóch kolejnych płytach była dla mnie wyzwaniem muzycznym i tekstowym. Obie były w pełni autorskie, zrobione przeze mnie i Michała. Z tym że na płycie „CoMix” większość moich tekstów jest po angielsku, a na płycie „Ósmy plan” poszłam o krok dalej – wszystkie moje teksty są po polsku.

Wyzwaniem było pisanie po polsku? Naprawdę?
- Wyobraź sobie, że tak, bo jestem osłuchana w muzyce angielskojęzycznej. To jest dla mnie naturalny język muzyki. Niektórzy uważają, że język polski jest niewdzięczny. Jednak po napisaniu tekstów na płytę „Ósmy plan” przekonałam się, że można wydobyć atuty tego języka. Poza tym ważne jest, że słuchacze dokładnie wiedzą, o czym śpiewasz, mogą cię zacytować, odczytać coś między wierszami. Jestem dumna z tej płyty. Myślimy już o kolejnej. Oczywiście także autorskiej, którą stworzymy od początku do końca.

Ten rok jest szczególny, bo jest kilka Waszych „okrągłych” rocznic: 15-lecie ślubu, 15. urodziny syna, 10. urodziny córki... I te smutne rocznice: 35 lat minęło od śmierci mamy, 5 lat minie od śmierci taty. Myślisz o upływającym czasie?
- Kiedyś wyobrażałam sobie, że czas płynie wolniej, że więcej można będzie przeżyć, zrobić. A kiedy minęła trzydziestka, uświadomiłam sobie ze zdziwieniem, że jestem już kobietą, a nie dziewczyną.

A teraz? Podejmując nowe wyzwania, jednak zachowujesz świeżość i dziecięcość.
- Myślę, że świat artystyczny konserwuje. Nie tylko ciało, ale przede wszystkim umysł, bo cały czas wyobraźnia jest otwarta, wciąż myśli się: „Co by tu jeszcze stworzyć”. Ostatnio widziałam film z panią Danutą Szaflarską „Pora umierać”. Zagrała w nim, mając prawie 100 lat! Zobacz, jaką ona ma energię! Nie porusza się jak starsza osoba, z łóżka wyskakuje jak sarenka. Patrząc na nią, pomyślałam, że aktorstwo też pomaga zatrzymać czas. Ja jednak obiecałam sobie, że nie będę śpiewała do starości, nie będę śpiewającą babcią.

Już teraz myślisz o tym, kiedy zakończyć karierę?
- Tak, myślę. Wydaje mi się, że nie warto występować za wszelką cenę. Bo to się w pewnym momencie staje karykaturalne.

Jesteś w dobrej sytuacji, skoro komponujesz, piszesz teksty, produkujesz utwory. Z głodu nie umrzesz.
- Tak, więc wystarczy tylko zejść ze sceny (śmiech).

Sądzę, że potem brakuje jednak spotkań z publicznością.
- Są wspomnienia i są ludzie, którym można pomóc, używając swego doświadczenia.

Wśród komentarzy internautów na temat Twojej ostatniej płyty były i takie: „Natalia zarobiła już tyle pieniędzy, że teraz może pozwolić sobie na to, żeby śpiewać to, co chce”.
- Sama to podkreślam, że płyta jest czymś, czego nie muszę zrobić, ale bardzo chcę. Wynika z poszukiwań, eksperymentów, odświeżania siebie. Z poczucia, że się rozwijam jako artysta, a nie z dbałości o swój status materialny.

A ten wątek dotyczący pieniędzy? Faktycznie już nie musisz się martwić, czy przedsięwzięcie będzie miało sukces komercyjny?
- To by oznaczało, że kiedyś robiłam coś dla pieniędzy. To nieprawda, nigdy nic nie robiłam dla zarobku. W ogóle nie mam materialnej postawy wobec świata. Płyta często była inwestycją, teraz coraz bardziej. Pieniądze albo się pojawiały, albo nie. Oczywiście utrzymuję się z muzyki i nie umieram z głodu, ale nie mam takiego poczucia, że muszę coś zrobić, żeby stanąć na nogi.

Płyta „Ósmy plan” zarobi pieniądze?

- To nie jest muzyka masowa w rozumieniu komercyjnym. Moim zdaniem są na niej bardzo fajne piosenki, ale biorąc pod uwagę gust przeciętnego słuchacza, wiem, że to nie jest to, na co on czeka…

Tę płytę każdy odbiera inaczej, w tym jest chyba jej siła czy magia. Zawiera między innymi piosenki, które są – jak sądzę - komentarzem do kondycji polskiego show-biznesu…
-
Wiele osób tak je odbiera. A w rzeczywistości jest wiele ciekawszych od show-biznesu odniesień, o których śpiewam.

Wobec tego o czym mówią piosenki „Pióropusz” i „Miau”?

- „Pióropusz” to faktycznie może być tekst o takiej zadufanej w sobie gwieździe, która stroszy piórka i udaje, że wszystko jest w porządku. Ale ten utwór może też pokazywać świat polityki, taki rodzaj omamiania ludzi. Opowiada o pozach, gdy wewnątrz jest się kruchym i woła się o uwagę i miłość… A piosenka „Miau” mówi o postawie materialistycznej. O tym, że jeśli dla kogoś nieważny jest człowiek obok, ważne jest mieć, a nie być, to w pewnym momencie ten ktoś zostaje kompletnie sam. To taka przypowieść na cześć altruistycznego podejścia do życia, napisana trochę z przymrużeniem oka. Te piosenki opowiadają o postawach, relacjach międzyludzkich.

Wiele osób Cię nie pokocha za te teksty. Wiesz, że postawa materialistyczna, którą krytykujesz, jest powszechna.

- Każdy ma prawo komentować rzeczywistość. Jeśli kogoś to dotnie, to chyba na zasadzie – „uderz w stół…”.

„Na koniec świata” to opowieść o przemijaniu. W teledysku wystąpiło dwoje wiekowych ludzi. Telewidz nie lubi oglądać starych osób, więc szansa na emisję w telewizjach jest znikoma. Czy to prowokacja? Śpiewasz o zmarszczkach i odchodzeniu, kiedy furorę robią programy o chirurgii plastycznej i odmładzaniu.
- Kiedy przechodziłam trudne chwile, bo zmarł mój tata, a potem chorowała moja babcia, to cały czas mierzyłam się z myślami dotyczącymi przemijania. Właściwie od dzieciństwa się z nimi mierzę, bo od dziecka ktoś zawraca moje myśli do tego tematu. Mimo że przez chwilę chciałabym żyć beztroską, oderwać się od tych refleksji, to nie mogę, bo cały czas ten temat wraca. I ta piosenka chyba oddaje te emocje i próbuje ja nazwać.

Ale ta płyta to także piosenki o miłości. Znany z repertuaru zespołu Rezerwat dramatyczny utwór „Zaopiekuj się mną” i Wasz od początku do końca – „My”. Ta ostatnia piosenka to bardzo oszczędne w słowach, ale piękne i wzruszające wyznanie miłości.
- Dziękuję, że tak oceniasz tę piosenkę. Utwór „My” jest afirmacją miłości. Takim otwarciem oczu, powiedzeniem, co jest ważne. Bałam się tego tekstu, starałam się napisać go prosto, a potem wydawał mi się strasznie banalny. Zwrotka jest dla mnie trochę jak motto: „Czuj, słuchaj, patrz, mów, pytaj, znajdź, myśl, nie bój się zmian”...

Z wyjątkiem zmiany partnera, oczywiście (śmiech).
- Nie mamy takich potrzeb.

Jesteście parą niezwykłą, jak Iga Cembrzyńska i Andrzej Kondratiuk, którzy stanowią jedność w sferze zawodowej i prywatnej. Jednocześnie nie widzi się – a miałam przecież szansę spędzić z Wami kilkanaście dni w Angoli – byście w jakiś ostentacyjny sposób afiszowali swoje uczucie. Ale bystry obserwator dostrzeże je w każdym spojrzeniu, w każdym geście...
- To fajnie, że tak mówisz. Oczywiście jest dużo czułości w naszym związku, ale przychodzą na to momenty, między prozą życia a działaniami artystycznymi. W ciągu dnia wysyłamy sobie dziesiątki, może setki sygnałów miłości i wsparcia, ale one rzeczywiście nie są nachalne. Mam wrażenie, że czasem ktoś bardzo dużo mówi o uczuciu albo intensywnie je manifestuje, a nagle okazuje się, że ono się wypaliło. Myślę, że związki, które są dojrzałe i szczere, nie potrzebują tego typu chwytów. Zresztą wszystko zależy od etapu. My jesteśmy całością, tak siebie odbieramy. Musimy sobie opowiedzieć o wszystkim, co przeżyliśmy, co zobaczyliśmy. Zależy mi na tym, żeby Michał doznał tego samego co ja, potrzebna mi jest ta druga para oczu. I to chyba jest najpiękniejsze. Związek to nie są wieczne motyle w brzuchu, ale jakoś udaje nam się przechodzić przez różne kryzysy. W każdym związku pojawiają się pierwsze konfrontacje z rzeczywistością, z prozą życia. Ta proza jest chyba czymś, co najbardziej doskwiera i jest wyzwaniem. Ważne, by w tym wszystkim mieć dla siebie szacunek.

Miałaś 24 lata, kiedy zostałaś żoną.

- Tak. Nasze uczucie rozwinęło się bardzo spontanicznie. I wcale się nie wykluwało w łatwych warunkach, bo to była rewolucja w moim życiu. Ale uczucie było na tyle silne, że nie miałam wątpliwości, co powinnam zrobić, choć decyzja była bardzo trudna. Syna urodziłam, mając 24 lata. Patrząc na dzisiejsze standardy, można powiedzieć, że wcześnie. Rozmawiałyśmy wcześniej o upływie czasu, o starzeniu się... Myślę, że czas może być pułapką, bo ciągle coś przekładamy, wydaje nam się, że zdążymy. Jako młoda osoba inaczej widziałam upływ czasu, myślałam, że uda mi się więcej zrobić. Ale z drugiej strony – przecież tyle rzeczy już przeżyłam, mam dwoje dzieci, syn jest wyższy ode mnie, a ja nadal się czuję młoda.

Czy syn i córka są z Wami w tym Waszym muzycznym świecie?

- Są, bo nie mają wyjścia (śmiech). Cały czas ten świat jest naszym domem. A Jasiek jest już bardzo pochłonięty przez muzykę...

Czy Jan Dąbrówka, który grał na gitarze w utworze „Emergency” na płycie „CoMix”, to był właśnie Wasz syn?

- Nie, to tata Michała. Zresztą oboje rodzice Michała są bardzo muzykalni. To był ostatni utwór na płytę „CoMix”, który nagrywaliśmy w studiu w naszym domu. Była Wielkanoc, a my doszliśmy do wniosku, że w utworze przydałaby się gitara. Zmartwiliśmy się: „Co my teraz zrobimy?”. I Michał wpadł na pomysł, żeby te akordy zagrał jego tata. Tata wstał od śniadania świątecznego w kapciach i w krawacie, poszedł i zagrał. Pamiętam jak Edyta Bartosiewicz powiedziała mi potem: „Ten utwór »Emergency« jest super, bo ta gitara jest tak znakomita”. Bardzo to było miłe.

A dzieci będą z Wami kiedyś grać?

- Nie mamy takich planów. Naszym celem nie było stworzenie sobie zespołu (śmiech). Dzieci teraz są na etapie rozwoju i wszystko się może zmienić. Jasiek ma duże szanse, żeby zostać muzykiem i żeby profesjonalnie zajmować się muzyką, bo widzę, że już go to bardzo kręci. Ale nie wiem, co będzie dalej.

Sądzę, że w takiej sytuacji dyskretnie bym dziecko popychała w stronę muzyki.

- A my nie mamy takich zapędów. Owszem, zadbaliśmy o to, żeby oboje uczyli się w muzycznych szkołach podstawowych. Młodemu człowiekowi to się przyda, bo służy mu, rozwija go. Ale reszta to już musi być decyzja samodzielna. Jasiek zdecydował, że chce dalej kształcić się muzycznie. Ania na razie jest w podstawówce. Naszym planem jest wspieranie ich pasji, poszukiwanie tego, w czym się spełniają, co im dobrze wychodzi. Bo to jest chyba najtrudniejsze dla młodych ludzi, którym wszystko może wydawać się ciekawe albo przeciwnie – wszystko mogą uważać za nudne.

Ania ma już dziesięć lat! Ty w jej wieku...
- Tak, tak – wydałam pierwszy album. Ona lubi śpiewać… Spokojnie, niech dzieci uczą się, rozwijają, zdobywają doświadczenie w różnych dziedzinach. Nie chcemy, by z tego powodu, że mają takich, a nie innych rodziców, były skazane na muzykę i na komentarze i porównywania. Ale zarazem zrozumielibyśmy, gdyby muzyka stała się dla nich sensem życia. Jak dla nas.

Rozmawiała: Ewa Smolińska-Borecka / IMPERIUM KOBIET
fot. Marta Wojtal
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 5,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Natalia Kukulska: Mój mały muzyczny świat
Na początku roku wydała ósmą płytę. Ósmą, choć naprawdę było ich więcej. Ale tych z okresu dziecięcego nie dolicza do dorosłego dorobku. Ani tych, na których jej utwory pojawiają się obok piosenek mamy
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

Jeszcze nie skomentowano powyższego artykułu.

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Nasza Ankieta

Najprzystojnieszy polski aktor to?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Sztuka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Kominek    
Copyright © 2019 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe