Poniedziałek, 21 października 2019r. Celiny, Hilarego, Janusza
 Szukaj
FACEBOOK RSS EMAIL Strona główna
Planeta Kobiet

Danuta Wałęsa: Ludzie bywają zawodni

O spotkaniach z Ojcem Świętym, wychodzeniu Polski z komunizmu, Pokojowej Nagrodzie Nobla, a także o spełnianiu marzeń rozmawiamy z Danutą Wałęsa, Pierwszą Damą „Solidarności.
Naszą rozmowę chciałabym rozpocząć anegdotą. Pisząc kiedyś reportaż z Festiwalu Młodych w Medjugorie, odbywającego się w Bośni, spotkałam się z młodymi Meksykanami. Pochodzili z Gwadelupy, znanego mi miejsca. Pytali, skąd przyjechałam na festiwal. Odpowiedziałam, że z Polski, z Gdańska… Zareagowali ciszą, więc dodałam, że moje miasto znajduje się nad Morzem Bałtyckim. Kręcili głowami, dając do zrozumienia, że nic im te szczegóły nie mówią. Podczas rozstania, żegnając się, rzuciłam jeszcze zdanie, że mieszkam w mieście, w którym mieszka Lech Wałęsa. I dostrzegłam entuzjazm w moich rozmówcach: „Tak! To oni już kojarzą wszystko…”. Jak to jest żyć przez tyle lat z legendą?
- Życie z legendą? Nie odbieram tego w taki sposób, że żyję z legendą. Podobno każdy z nas ma swoją misję do spełnienia. Ktoś jest lekarzem, ktoś inny robotnikiem, a jeszcze inna osoba księdzem czy też profesorem. Każdy ma swoje powołanie, zadanie. Jednemu udaje się je zrealizować, a drugiemu nie albo tylko częściowo. Trzeba starać się w sobie odczytać owo powołanie, to, czym należy się w życiu zająć. Przez pierwszych jedenaście lat małżeństwa byłam żoną i matką. Była to podobna rola, jak wielu Polek. Po Sierpniu ’80, kiedy wielka polityka weszła w nasze życie, szybko musiałam nauczyć się jako matka i żona jeszcze mocniej stać na nogach, gdyż nie wiem, czy nie zginęłabym i ja, i moja rodzina. Właśnie na tym polega odczytywanie swojej roli w życiu.

Często mówi się, że za sukcesem mężczyzny, np. mężem stanu, „stoi” zawsze mądra i dobra kobieta…

- Rzeczywiście, tak się mówi, natomiast nie wyolbrzymiałabym aż tak tej roli. Wiadomo, że jeśli są dwie osoby, jest małżeństwo, to tworzą one jakby całość i wzajemnie uzupełniają się, np. przez inność tej drugiej osoby, połówki. Staramy się przynajmniej do tego dążyć. Jest to naturalne. Może kobiety chcą się dowartościować, czują się zaniedbane, „niedopieszczone” i dlatego chcą podkreślić swoją osobę. Każdy ma swoją rolę, swoje miejsce w życiu, wspomniałam o tym na początku naszej rozmowy. I trzeba dobrze wykonywać to, czego się podjęło. Jest mąż, dzieci, rodzina, to wykonuje się te obowiązki, najlepiej jak się potrafi.

To nie jest łatwe, zwłaszcza jak ma się rodzinę wielodzietną.
- Zależy, jak ktoś podchodzi do tego powołania. Zdarza się, że ktoś ma tylko jedno dziecko i mówi, że mu bardzo ciężko. To zależy od tego jaki ma się charakter, czy możliwości. Może chodzi o hart ducha, może o wychowanie w trudniejszych warunkach, które następnie procentuje w dorosłym życiu.

Często mówi się, że jest kryzys rodziny…
- Wiele rzeczy się mówi, lecz nie trzeba tego słuchać, tylko żyć własnym życiem. Nie powinniśmy oceniać, porównywać. Nie lubię, jak się mówi o kimś, czy o jakiejś rodzinie, że przechodzi kryzys. To jest osobista sprawa tych ludzi.

Ale w mediach często mówi się, że jest kryzys rodziny, kryzys tożsamości kobiety i mężczyzny, kryzys ojcostwa…
- Media? Mówi się, że media są czwartą władzą. Coś jest w tym stwierdzeniu. Ale media muszą się sprzedać i dać zarobić właścicielom, taka jest prawda. Dlatego między innymi coraz więcej w nich pogoni za sensacją, uogólnień czy ferowania wyroków jak choćby o różnych kryzysach. Ale przecież nie możemy zdawać się wyłącznie na media, trzeba zachowywać jak w życiu dystans i zdrowy rozsądek.

Z perspektywy czasu, jakie spotkania były dla Pani szczególnie ważne czy wręcz przełomowe?
- Ten, kto czytał moją książkę „Marzenia i tajemnice”, ten wie, a kto nie czytał, to zachęcam do przeczytania… Miałam szczęście spotkać wiele osobistości tego świata, ale najważniejsze były dla mnie spotkania z Janem Pawłem II.

Pierwsze spotkanie z naszym Wielkim Rodakiem?
- Byłam wtedy młodą dziewczyną. Można też powiedzieć, że w tamtym czasie młoda demokracja wkraczała do Polski, gdyż mówimy o styczniu 1981 roku, pół roku po narodzinach „Solidarności”. Do Rzymu pojechałam z mężem i delegacją „Solidarności”. Pamiętam niezwykłą atmosferę, wręcz euforię. Dla nas najważniejsze było to, aby Ojciec Święty pobłogosławił ludzi, którzy zaczynali te przemiany. Czekaliśmy na audiencję. Każdy na swój sposób przeżywał to oczekiwanie. Jeden nerwowo chodził, drugi stał bez ruchu, trzeci siedział cichutko w skupieniu… Ale była fajna atmosfera. Wielkie przeżycie, że niebawem spotkamy się z „naszym” papieżem. Wpierw rozmawiał mąż, następnie na spotkanie weszłam ja. Nie pamiętam, co powiedział Ojciec Święty, nie pamiętam, co powiedziałam. Tak wielkie były to wrażenia. Najważniejsze było tylko to spotkanie, któremu towarzyszyło wielkie przeżycie.

Jak wspomina Pani ostatnie spotkanie i rozmowy z Janem Pawłem?

- To był chyba 2000 rok, już wtedy Ojciec Święty był bardzo chory. Pamiętam, że przechadzał się po bibliotece i mówił mi, że już chciałby „odejść”, cytując jego późniejsze słowa, „odejść do Domu Ojca”. A ja na to, że jeszcze nie, że jest jeszcze tutaj potrzebny… Ale czułam, że Ojciec Święty przygotowuje się do śmierci… Już wtedy był dla mnie świętym.

Śmierć? Myślę, że nie powinniśmy bać się śmierci, a nawet powinniśmy się do niej przygotować. Nie lubię dyskutować z osobami, które już „z góry” na hasło: śmierć wpadają w panikę, negują ją. Dla mnie jest naturalne, że jeśli się rodzisz, to i kiedyś umrzesz. Dotyczy to wszystkich. Czyż nie? A Ojciec Święty pięknie nam pokazał swoje człowieczeństwo, w jaki sposób z godnością można znosić cierpienie, i w jaki sposób pięknie odchodzić. Z kolei następny papież Benedykt pokazał, że żyjąc pełnią życia, można się oddalić, wyciszyć i w inny sposób przygotowywać się do odejścia. Uważam, że jest to wspaniała nauka obu tych papieży: jak pięknie żyć i pięknie odchodzić.

Niezwykłą historią Pani życia jest też przyjęcie w imieniu męża Pokojowej Nagrody Nobla…
- Tak, były to dla mnie wielkie emocje. Chociażby dlatego, że po raz pierwszy sama wyjeżdżałam za granicę. Tak jak żartobliwie mówiłam, wyjeżdżałam jako „kura domowa” oderwana od kuchni, od domu, od dzieci, bo przecież wcześniej cały czas wyłącznie opiekowałam się rodziną. I było mi dane „wejść” w tzw. życie publiczne, dałam się poznać jako żona człowieka, który współtworzył „Solidarność”. Na temat uroczystości odebrania Pokojowej Nagrody Nobla i wszystkiego, co było z tym wydarzeniem związane, już wielokrotnie opowiadałam i pewnie wszyscy, którzy w jakiejś mierze się tym interesują, poznali moje wrażenia i wspomnienia.

Myślę, że w jakimś sensie człowiek otrzymuje w życiu tzw. zapłatę. Może otrzymać w życiu nagrodę czy też być wyróżnionym. Tak jak wraca do nas dobro, które uczyniliśmy komuś, czy zło, do którego się przyczyniliśmy. Jeśli ma się problemy, trudności, wówczas trzeba ufać Bogu, że kiedyś człowiek jednak otrzyma nagrodę czy też w odpowiedni sposób ową zapłatę. Tylko nie trzeba wątpić i ciągle rozmyślać negatywnie, ściągać na siebie to zło. Trzeba myśleć pozytywnie, że jednak kiedyś spotka nas coś dobrego i ten mój wyjazd po Nobla był taką swoistą dobrą zapłatą dla tej wcześniejszej kury domowej.

Cóż, gdy opanowuje nas chwila niepokoju, zwątpienia, człowiek powinien się modlić, aby odnajdywać spokój w Bogu, a nie w ludziach. Gdyż ludzie bywają zawodni, niestety. Jak mamy szczęście do ludzi, to wyczuwamy intuicyjnie, że są razem z nami i nas wzmacniają. Są też ludzie, którzy jakby, mówiąc obrazowo, „wysysają” z nas energię. Jestem teraz taka „mądra”, bo przeżyłam wiele zdrad i upokorzeń od ludzi. Rozumiem ludzi, że są różni, ale obawiam się ludzi, którzy nie są do mnie nastawieni pozytywnie.

Te wyznania mogą być zaskakujące dla czytelników, bo po ludzku biorąc, jest Pani kobietą i ikoną sukcesu, w sensie wartości: mąż, dzieci, rodzina. Żona prezydenta i laureata Pokojowej Nagrody Nobla… Osoba, która miała szczęście spotkać się i uczestniczyć w życiu wielu znamienitych ludzi.
-
Jak to się mówi: każdy w życiu ma swój krzyż. Nie chcę się rozwodzić nad osobami, które mnie czy mojego męża w jakiś sposób zdradziły. Osobiście nie odebrałam tyle złośliwości, co mój mąż. Nie wiem, czy chcą pomniejszyć jego wartość?

Chciałabym jeszcze powrócić do książki „Marzenia i tajemnice”. Słyszałam opinie od wielu osób, które po przeczytaniu książki „odkryli” Panią taką, jakiej nie znali…
- W tej książce wspominam moje życie i moje przemyślenia. Trochę opisuję życie polityczne, niektóre osoby publiczne. Myślę, że nie odkryłam Ameryki. Gdyż pozostawiając z boku politykę i polityków, wiele kobiet miało podobne życie i różne istotne doświadczenia, tylko że nie miały odwagi o tym napisać albo też nie miały takiej możliwości, którą miałam ja. O tym wszystkim mówiły mi czytelniczki mojej książki na spotkaniach autorskich. Ale po to się żyje, aby tym życiem dzielić się z innymi, choćby i w takiej formie. Mówić też o swoich marzeniach, dlatego taki tytuł książki. Gdyby marzenia zostały zrealizowane, a wszystkie tajemnice udostępnione, to życie byłoby puste. Pomalutku można realizować swoje marzenia i też po trosze odkrywać swoje tajemnice. Cieszę się, że w taki życzliwy sposób zostałam odebrana. Może gdybym od razu o wszystkim opowiedziała, to nie byłabym tak doceniona? Może trochę próżności nie zaszkodzi (śmiech). W książce starałam się opisać swoje życie, z którym, jak się okazało, utożsamiła się niejedna osoba z mojego pokolenia. Kobiety młodsze czy starsze miały podobne doświadczenia pokoleniowe. Obecnie młodzież ma inne, swoje priorytety. Na pewno są dziewczyny godne zauważenia i docenienia, ale dobro nie jest teraz tak medialne. Wydaje się, jakby zło „górowało”, jest jakby wszędzie promowane, też w mediach, ale jest to przecież pozorna wygrana.

Czyli media kreują rzeczywistość? Jest to społecznie akceptowane, jest przyzwolenie?

- Powinna być mądrość, rozwaga, odpowiedzialność za słowo. A tego jest coraz mniej, tylko liczenie na sensację. Na przykład byłam niedawno u lekarza i już na drugi dzień sensacja w gazecie. Moi przyjaciele i znajomi zaczęli wydzwaniać z pytaniami, co się ze mną dzieje, martwili się o mnie. Czy człowiek już nie może spokojnie pójść do lekarza? Przepraszam, ale dla mnie jest chora sytuacja.

Media w ostatnich latach mocno się zmieniły. Dlatego trochę ubolewam nad tym dziennikarstwem, bo pamiętam początki lat 90., gdy po upadku komuny i odzyskaniu wolności było więcej odpowiedzialnych za słowo dziennikarzy, jak np. Piotr Adamowicz. Ja rozumiem, że świat się zmienia i media się zmieniają. Ale proszę mi pozwolić mieć własną ocenę tych zmian. Rozumiem, że gazeta przynosi jakieś sensacje, ale też niech się zajmie czymś dobrym, przyniesie pozytywne przykłady. Niech zauważy i podkreśli, że są wspaniali ludzie, którzy pomagają bliźnim lub sobie nawzajem. Na przykład przewodnicząca Amazonek pani Ania Ziemiańska, czy prezes fundacji „Sprawni inaczej” Justyna Rogińska, która od lat działa na rzecz niepełnosprawnych, zwłaszcza dzieci. To nie jest chwytliwe, bo to jest dobro ofiarowane bezinteresownie, z poświęceniem. Uważam, że ta równowaga w mediach byłaby czymś ważnym i istotnym.

Wspominała Pani o dziennikarzach, którzy są autorytetami… Czy miała Pani może okazję poznać słynną z niezwykłych wywiadów i reportaży włoską dziennikarkę Orianę Fallaci?
- Ten słynny już wywiad Oriana Fallaci przeprowadzała z moim mężem, ja osobiście z nią nie rozmawiałam. Natomiast rzeczywiście miałam szczęście i okazję poznać wiele niezwykłych osób życia politycznego czy artystycznego, jak to się mówi wielkich tego świata. Choć teraz wypadałoby powiedzieć: kiedyś wielkich tego świata. Poznałam żelazną lady Margaret Thatcher, Ronalda Reagana, George'a Busha, Joan Baez. Tak się zdarzyło, ale ja kocham wszystkich ludzi, każdego pokroju. Dla mnie nie ma różnicy, czy ktoś jest ministrem czy żebrakiem, bo przede wszystkim trzeba widzieć człowieka i to jest ta najważniejsza wartość, którą się kieruję. A poza tym ministrem czy premierem się bywa, zaś człowiekiem jest się zawsze. Warto, aby niektórzy politycy o tym pamiętali.

Książka, która ostatnio mnie zachwyciła…
- Jestem pod wrażeniem książki „Tajemnice Jana Pawła II” włoskiego pisarza i dziennikarza Antonio Socci, a także „Rozmów o zmierzchu” Barbary Kanold z arcybiskupem Tadeuszem Gocłowskim. Lubię też książki psychologiczne, które w jakiś sposób kształtują pozytywne spojrzenie na życie. Ważne też jest dla mnie czytanie Pisma Świętego, czytam je niemal codziennie.

Muzyka, której słucham w wolnych chwilach…

- Bardzo lubię słuchać i tańczyć walce (śmiech). Lubię też muzykę spokojną, relaksacyjną, bez względu na style muzyczne. A obecnie preferuję ciszę. Dosłownie. Nie zagłuszam siebie ani radiem, ani telewizją – oglądam tylko wybrane programy. Uważam, że ludzie nie powinni zagłuszać się. Jak obserwuję świat, dochodzę do wniosku, że ludzie cały czas są bombardowani jakimiś wiadomościami, sensacjami. Myślę, że młodzi ludzie mają przesyt tego i dlatego nie mogą się odnaleźć. Młodzi chodzą z słuchawką w uchu, idąc ulicą, są pogrążeni w muzyce czy swoich rozmyślaniach, odcinają się od rzeczywistości. A przecież świat jest piękny, można się zachwycać – mimo wszystko. Każde drzewo ma swoja „historię”, coś do powiedzenia człowiekowi. Czy ptaki, jak śpiewają. A taki „młody gniewny” ze słuchawką w uchu, jak może zauważyć choćby drugiego człowieka na ulicy? Bombarduje go jakaś muzyka, czy jakieś wiadomości. Myślę, że chyba największy problem młodych ludzi polega na tym, że nie znają wartości ciszy. Zagłuszanie się wytwarza taką pustkę w człowieku, że nawet samego siebie się nie słyszy. A myślę, że człowiek też powinien, choćby czasami, słyszeć samego siebie. Powinien wyczuwać, co dla niego jest dobre, co jest korzystne dla jego psychiki, emocji. Myślę, że ten chaos, też informacyjny, czyni dużo krzywdy, zwłaszcza młodemu człowiekowi.

Pani Danusiu, co mogłaby Pani przekazać współczesnej kobiecie i czytelniczkom „Imperium Kobiet”?
- Życzyłabym wszystkim paniom dużo harmonii i równowagi, zwłaszcza w relacji z mężczyznami. Abyśmy potrafiły, drogie panie, zbudować wspólnie coś naprawdę ważnego i trwałego, np. wspólny dom i rodzinę. Ta równowaga prowadzi do spokojnego życia uczuciowego i psychicznego. Abyśmy czuły się spełnione. A z drugiej strony musimy same w sobie znaleźć drogę czy znaleźć jakiś kierunek, miejsce, w którym będziemy się czuły dobrze. Bez wzajemnej rywalizacji, współuzależnienia od tej drugiej osoby. Ważne, aby była wzajemność. Czyli wzajemne uzupełnianie, docenianie i kochanie. Dużo z nas - kobiet - zamartwia się upływającym czasem. Staram się to rozumieć, ale ja kocham swój czas. Trzeba się akceptować i być szczęśliwym z tym, co jest, bo natury upływającego czasu nie zmienimy. Czasem kobieta walczy sama ze sobą. Zastanawiam się, a po co? Przecież to, że się starzejemy, zmieniamy fizycznie, a nawet psychicznie, jest naturalnym następstwem biegnącego życia. Musimy kochać siebie takimi, jakimi jesteśmy w danym momencie życia!

Piękno wewnętrzne?

- Tak, piękno wewnętrzne jest najważniejsze.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Iwona Flisikowska / IMPERIUM KOBIET
fot. East News
Oceń ten artykuł:  1 pkt 2 pkt 3 pkt 4 pkt 5 pkt    Aktualna ocena: 5,00
 
Wyślij e-mail rekomendujący ten artykuł
E-mail adresata
 
 
Danuta Wałęsa: Ludzie bywają zawodni
O spotkaniach z Ojcem Świętym, wychodzeniu Polski z komunizmu, Pokojowej Nagrodzie Nobla, a także o spełnianiu marzeń rozmawiamy z Danutą Wałęsa, Pierwszą Damą „Solidarności.
Czytaj cały artykuł

 
Twoje Imię i Nazwisko
 
Twój E-mail
 
 
Dodaj swój komentarz do artykułu.
 
Komentarz
Autor
 

Wasze Komentarze

rewelacyjny wywiad! Podziwiam mądrość Pani Prezydentowej.Łączę wyrazy szacunku
Anonim 2015-10-21 23:04:44
Fantastyczny wywiad
Anonim 2015-07-16 17:31:27


Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, planetakobiet.com.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.

Konkursy

Wywiady z gwiazdami

Nasza Ankieta

Najprzystojnieszy polski aktor to?

zagłosuj
Moda   Trendy   Projektanci   Modna w ciąży   Ciekawostki   Porady stylisty   Zdrowie i Uroda   Zdrowie   Uroda   Make-up   Rozmaitości   Kącik kulinarny   Z życia wzięte   Wielki świat   Motoryzacja   Nasze dzieci   Porady   Nasz ślub   Kultura   Muzyka   Kino   Teatr   Książka   Sztuka   Konkursy   Konkurs SMS-owy   Konkurs książkowy   Konkurs muzyczny   Wywiady z gwiazdami   Kominek    
Copyright © 2019 Planeta Kobiet. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie L77 - Strony internetowe Strony internetowe